20 maja, dzień nominacji.
Wstępnych do Nagrody Literackiej Nike i Nagrody Literackiej Gdynia. Szczegółowa rozpiska tu: http://www.salonkulturalny.pl/nominacje-do-nagrody-nike-2010 i tu: http://www.nagrodaliterackagdynia.pl . Na pierwszej liście odnotowano rekordową ponoć ilość nominacji poetyckich, na co wpływ ma zapewne pojawienie się wrocławskiej konkurencji, tylko pro forma więc przypomnę, że dawniej zaznaczano „nagroda dla książki roku ze szczególnym wskazaniem na powieść”, ale nie wiem, czy tak brzmiał jakiś punkt regulaminu.
Nieistotne, bo przecież w tym miejscu programowo nie zajmuję się poezją, przeto skupię się na nominacjach dla prozy i innych gatunków. A to dlatego, że dawno nie miałam aż takiego poczucia, że jest ciekawie i że, z uwzględnieniem powtarzających się tytułów („Piaskowa góra” Joanny Bator, „Śmierć czeskiego psa” Janusza Rudnickiego, „Proszę bardzo” Andy Rottenberg), o wielu z tych książkach myślałam sobie: no tak, ta na pewno wejdzie.
Jeśli chodzi o „Toksymię” Małgosi Rejmer, miałam taką nadzieję, i choć jurorzy Nike woleli „Pensjonat” Piotra Pazińskiego, to wg mnie nominacja gdyńska potwierdziła, że to prozatorski debiut roku. Z kolei za najbardziej odważną decyzję jury Nike uważam nominowanie „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk, jakby chcieli dorównać śmiałością ubiegłorocznej nagrodzie gdyńskiej dla Świetlickiego. Do śmiałości jury nagrody Bookera obu gremiom sporo jeszcze brakuje – tam nominacje dla książek flirtujących z gatunkami popularnymi są normą. I to na krótkiej liście. Bo Anglicy biorą pod uwagę jakość realizacji, nie wdając się, przynajmniej oficjalnie, w dywagacje, czy gatunek niski czy wysoki.
A propos gatunków – mam pewne wątpliwości, czy „Proszę bardzo” jest esejem, ale już nominowanie dwa lata temu reportażu Małgorzaty Szejnert, tj. „Czarnego ogrodu” dowiodło, że tworząc trzy kategorie, nie da się objąć wszystkiego, za to można zainspirować nowe nagrody, takie, jak powstała w tym roku nagroda dla reportażu literackiego, którym i „Czarny ogród”, i „Wyspa klucz” jest. Olga Tokarczuk tworząc „Prowadź swój pług…” nie wymyśliła nowego gatunku (kryminał ekologiczny?), ale niezmiernie ciekawa jestem, jaki wpływ będzie miała ta książka na polski kryminał.
I by zakończyć tę wyliczankę wszystkich moich sympatii (to te wyboldowane), dorzucę do nich jeszcze jeden tytuł: „Jerzy Giedroyć. Do Polski ze snu” Magdaleny Grochowskiej, bo coś mi się widzi, że będzie czarnym koniem Nike. Szczerze bym sobie życzyła, żeby pokonała wszystkie tomu poezji.