O kłapaniu dziobem
Z klasycznego „Dnia świra” Koterskiego zapamiętałam m.in. scenkę, w której Adaś Miauczyński jedzie pociągiem i alergicznie reaguje na dwie kłapiące dziobami współpasażerki. W przystosowanej do dzisiejszych realiów scence, panny nie gadałyby zapewne ze sobą, lecz przez komórki, nie bacząc na to, że ich przypadkowy sąsiad czy sąsiadka ma ochotę sobie poczytać, a nie przez 5 godzin przymusowo uczestniczyć w reality show z życia korporacji X czy Y, ale mniejsza o to: ja nie w temacie niedoli podróży w czasach rozwiniętej komunikacji, lecz kłapania dziobem. Nie w żeńskim jednak, lecz w męskim wydaniu.
Weryfikując informacje, które do mnie dotarły podczas nasiadówek festiwalowych (MF Kryminału trwał tydzień), próbowałam sobie przypomnieć, czy jakaś pani z literackiego światka w sytuacji oficjalnej, a ściślej mówiąc drukowalnej wyrwała się z rewelacją, jaka mogłaby komuś zaszkodzić? Pewnie tak się zdarzyło, któraś komuś przywaliła w wierszu czy powieści, niemniej mało mam w pamięci przypadków, żeby po nazwisku. A panowie?
A panowie na ten przykład założyli sobie bloga „kumple”, którym dawno się już znudzili, ale inicjatywa to ich sprawka. Innym panom najwyraźniej brak żywszego medium, dzięki któremu w jednym miejscu i chóralnie mogliby wydalić nadmiar kwasu, toteż wyrzucają go na raty w mniej lub bardziej opiniotwórczych mediach. Oto przykłady z ostatniego miesiąca:
Jeden znany pan w trosce o kompozycję i atrakcyjność cotygodniowego felietonu zdradza, kto jest zabójcą w wydanej ledwie kilka dni temu powieści kryminalnej (a w każdym książce razie opartej na intrydze wziętej z tej konwencji) napisanej przez bardziej znaną panią.
Drugi znany pan sugeruje, że utwór, jaki trafił do antologii ułożonej przez dwie znane panie, nie jest przeróbką jednego z wątków powieści trzeciej pani, tylko odpowiednio zadiustowanym żywcem wyjętym fragmentem. Taki żarcik, idzie se w Polskę, w przeciwieństwie do wyłożonej w książce informacji, że założeniem autorek jest konfrontacja starego z nowym, ale także i form narracyjnych, niekoniecznie odpowiadających wikiencyklopedycznej definicji opowiadania.
W relacji z pewnego festiwalu trzeci znany pan świadomie przeinacza ripostę pewnej znanej pani, która zareagowała na bardzo niekulturalny wybryk innego znanego pana. Z przeinaczenia wynika, że to pani obraziła pana, a nie pan najpierw poniżej pasa potraktował grono osób, w jakim owa pani się zresztą nie znajdowała.
Zastanawiam się, czy któraś z pań (a to ciekawe prawda? Że w każdym przypadku chodzi o poszturchiwanki na tej właśnie linii) zareaguje? I właściwie znam już odpowiedź. Nie, nie zrobi tego, z prostej przyczyny – bo panie mają większą klasę. Bo się już dawno pogodziły z tym, że oczekiwanie wzajemności od kolegów z branży mija się z celem. Jak się w tej sprawie nie rozbije głowy o „taki żarcik” albo skutki porannego kaca, to się dostanie w splot słoneczny komentarzem „nie jestem panią seksualnie zainteresowany”, jakkolwiek strasznie by to nie zabrzmiało, lecz publicznie już niestety kiedyś zostało wyartykułowane w pierwszoligowej gazecie.
Uff. Wiem, to było z innej bajki i zupełnie nie w grzecznej tonacji, ale miałam ochotę opowiedzieć tę bajkę wszystkim, którzy jeszcze nie wydali książki i hodują w sobie mit cudownego literackiego światka.
Comments
Leave a Reply