paweł f.majka: Dziwne
Nigdy wcześniej nie widział tej tabliczki. Dziwne, przechodził przez plac dziesiątki razy. W małych kioskach kupował gazetę, jednorazowe bilety i papierosy; spędzał długie godziny patrząc na odbicie podrdzewiałej rzeźby Cesarza w witrynie sklepu odzieżowego „Magdalena”. Zazwyczaj siadał na ławce z wyłamaną w oparciu deską. Tak było wygodniej, nie musiał czuć się zbyt odprężony. Siedział w skupieniu, jakby czekając na cios.
Plac był nieduży. W nocy oświetlały go latarnie – po jednej w każdym rogu i trzy na środku. Zdarzało się, że niektóre z nich nie działały. Wtedy przestrzeń – wytarzany w błocie kundel – była szara i ponura. Przechodnie, mijając się na nierównych, jakby przypadkowo rozrzuconych kocich łbach, zauważali się dopiero będąc bardzo blisko siebie. Dochodziło przez to ludzkich stłuczek i karamboli, złamanych obcasów czy obelg wyplutych w twarz.
On siedział i patrzył. Przysłuchiwał się szelestom placu, zupełnie oderwanym, wolno latającym słowom i frazom. Filtrował to w środku, trawił, uśmiechając się nieznacznie. Nie lubił mówić. Myślał, myślało jego, myśli zatrudniały go na cały etat. Z nikim właściwie nie rozmawiał. Do perfekcji opanował sztukę wskazywania rzeczy oczami, skąpymi gestami, dziwnie czytelnym grymasem. Kioskarki i kwiaciarki przyzwyczaiły się do milczącego mężczyzny, gdy ten minimalnym ruchem dłoni, jakby szarpnięciem nerwu, mówił czego chce. Dziękuję czy proszę – tych słów nie używał, właściwie nie pamiętał co znaczą. Oduczył się ich. -Kiedy proszę kogoś lub komuś dziękuję to tak, jakbym go przepraszał. Nie będę nikogo przepraszał. Nie mam za co. To oni są winni, skurwysyny – myślał.
Siedząc na ławce i patrząc na Cesarza zastanawiał się, jak mógłby wyglądać jego pomnik. Bo on powinien mieć pomnik. Był ostatnim człowiekiem na ostatnim świecie. Wyobrażał sobie, że stoi tam, na cokole, a oni składają mu pod nogi kwiaty we wszystkie rocznice wszystkich wydarzeń. Wtedy On – wyniosły, brązowy – ale dziwnie ludzki, z lekko uniesioną prawą ręką, jakby w geście papieskiego błogosławieństwa, obdarza wiernych i niewiernych zbłądzonym uśmiechem. Któraś z nóg nieznacznie wysunięta do przodu, ujęta w ostatnim, niewielkim kroku. Niezdecydowanym, niepewnym? Jakby nagle poczuł, w niepełnym i szczątkowym rozkroku, że oblewa go gorący metal, lawa stopów i pierwiastków, hibernując, więżąc – ani kroku dalej. Dalej nie idziesz. Zostaniesz tu, będziesz siedział w środku, nie odezwiesz się. A ledwie przecież ruszył, zostały mu dwa kroki do krawężnika, na który chciał wskoczyć. Chciał coś pokonać. Teraz siedzi. Stoi. Na ławce i na cokole. Nagle podnosi się, zeskakuje i idzie przyjrzeć tabliczce. Metalowa, lakierowana na biało. Duża, klasyczna czcionka. Litery czarne. „Czynne do ostatniego klienta”. Przeczytał na głos. Wszedł.
Comments
One Response to “paweł f.majka: Dziwne”
Leave a Reply
“myślało jego, myśli zatrudniały go” – bardzo fajne, podoba mi się, też tak dosyć chyba często miewam.
Ciekawy, plastyczny styl – bardzo obrazowy. Szkoda tylko, że poprzestajesz na migawce właściwie pozbawionej historii. Chętnie bym się dowiedział, co się stało, gdy facet przełamał wreszcie skorupę solipsyzmu i wszedł w świat.
Zwyciężył świat, czy może świat jednak zwyciężył jego?