Twarz z okładki

Tak się w Onecie rozpędziłam w zachwytach nad ostatnią powieścią C.S.Lewisa „Dopóki mamy twarze”, że nie napisałam w końcu, iż okładka książki wydała mi się jednak od czapy. Książka jest poszerzoną o wątki fikcyjne opowieścią o Amorze i Psyche, przy czym główną bohaterką opowieści Lewis uczynił Orual,  starszą siostrę wybranki boga, która zainspirowała akcję odsłaniania jego twarzy.  Mamy więc mit osadzony w jak najbardziej antycznych realiach (wrażenie robi zwłaszcza scena składania ofiary z Psyche przez kapłanki Ungit) i piękną dziewczynę przykrytą nie podartą szatą, lecz kocykiem w kratkę – bo pewno takie było dostępne w agencji. W zasadzie jestem ostatnią osobą, która sięga po lekturę, bo ją zaintrygowało opakowanie, często zresztą czytam gołe szczotki wydawnicze, ale tu się trochę zdziwiłam rozbieżnością między treścią a wydawniczą formą sugerującą, że książka opowiada o perypetiach współczesnej cud dziewicy, więc przeznaczona jest dla podrośniętych czytelniczek „Opowieści z Narnii”. W sumie i tak to można interpretować, pod warunkiem, że podrośnięcie oznacza pełnoletniość.

A tak na marginesie: w powieści nie widać twarzy Orual, a w Onecie ostatnio ciężko trzeba się naszukać  zakładki do Czytelni.  Dla ułatwienia podaję więc: www.czytelnia.onet.pl . Dopóki jeszcze jest.

 

Comments

Leave a Reply