Coenów opowieści zawieszone

Bracia Coen robią się niestrudzeni jak Woody Allen: co roku realizują nowy film, a ich plany obejmują pięć pozycji do przodu. W zdobyciu funduszy na kolejne projekty, bo przecież rozmach twórczy ściśle się z tym wiąże, zapewne pomógł im Oskar za „To nie jest kraj dla starych ludzi”, ale najważniejsza jest dla mnie ich doskonała passa.
Obejrzałam wczoraj „Poważnego człowieka” i po wyjściu z kina stwierdziłam, że trzy ostatnie filmy układają się w formalny tryptyk, tworząc opowieści bez zakończenia. Przy czym w każdym z nich, a mówię o „To nie jest kraj dla starych ludzi”, „Tajne przez poufne” i najnowszym brak konkluzji przedstawia się inaczej. W pierwszym mamy do czynienia z eskalacją przemocy, dla której brak przeciwwagi w postaci kogoś, kto wymierza sprawiedliwość mordercy. W drugim kompletna idiotka wygrywa nie tylko z innymi kretynami, ale i CIA, bezradnym wobec absurdu, o jakim nie ma mowy w procedurach. Wreszcie trzeci to opowieść o człowieku, którego bez powodu dotyka szereg kataklizmów, przy czym kiedy wydaje się, że może już odetchnąć, okazuje się, iż to dopiero początek jeszcze gorszych wydarzeń.
Rozprawa z literą pisma (Tory konkretnie) jest chyba najciekawszym filmem w tej krótkiej serii „opowieści bez morału”, bo jest rozprawą z własną żydowską tożsamością twórców. Kiedy zgnębiony i bezradny profesor Lawrence Gopnik zwierza się przyjaciółce ze swoich problemów, ta pociesza go niczym zagubionego chłopca, że „przecież są Żydami” i zawsze mogą znaleźć pomoc u mądrzejszych. Gopnik udaje się więc do trzech rabinów, którzy częstują go enigmatycznymi radami. Jeden każe spojrzeć na rzeczywistość oczyma kogoś innego, drugi serwuje niewytłumaczalną przypowieść, przy pomocy której pozbywa się wszystkich potrzebujących, trzeci, najstarszy nie przyjmuje petenta, gdyż właśnie zajęty jest rozmyślaniem. Kiedy się jednak w innej scenie odzywa, wyraża swoje błogosławieństwo słowami wyjętymi z piosenki Jefferson Airplane. Jest i czwarta powieść włączająca się w ciąg bezużytecznych rad – otwierający film epizod z rzekomym dybukiem. I tajemnicza teoria wszystkiego budowana przez niesfornego wuja bohatera. W efekcie skazany na samego siebie profesor pogrąża się coraz bardziej, a zestawiona z jego dramatem scena solidarnych śpiewów podczas bar micwy ma wymiar jeszcze bardziej ironiczny. Film mówi więc o żydowskiej samotności.
I będzie się łączył z przygotowywaną przez Coenów ekranizacją powieści Michela Chabona, „Związek żydowskich policjantów” opowiadającej o młodym człowieku, który ucieka od przeznaczenia i odpowiedzialności, wyrzeka się tego, w co profesor Gopnik wierzy, choć nie ma ku temu żadnych przesłanek. To adaptacja cudzego dzieła, ale wpisuje się w krąg zainteresowań twórców „Fargo”, zmusi ich jednak do kolejnego zwrotu formalnego. Niekonwencjonalny tryptyk z lat 2007-09 warto jednak zapamiętać jako przykład tego, jak narracyjnie poradzić sobie z tym, co wymyka się zdroworozsądkowemu pojmowaniu. Czasem warto to pozostawić w stanie zawieszenia.

Comments

Leave a Reply