Przed drugą turą
Można sobie pomarzyć. Co by było gdyby do wyborów prezydenckich stanęła kobieta i dlaczego nie jest to pomysł pozbawiony sensu. Inspiracją do tych rozważań jest zbiór dramatów Hanny Samson” Ja, prezydenta i inne głosy”. Dramaty w formie książkowej to rzadkość, choć ostatnio swoje dwa zebrała w tom Dorota Masłowska (tzn. jej wydawca zebrał, żeby zapewnić ciągłą obecność pisarki na rynku).Tak czy siak, podoba mi się ta idea obcowania z dramatycznym tekstem z pominięciem wyczynów dzisiejszych realizatorów, którzy klasycznych tekstów nie uznają za godne zademonstrowania w formie nienaruszonej przez tzw. adaptatorów, krojących oryginały niemiłosiernie i uzupełniających powstałe luki czymkolwiek, co zapamiętali ze szkoły, a może nawet i adaptacji robionych po bożemu. Jak tak dalej pójdzie, to książka pozostanie jedyną okazją do obcowania z niewykastrowanym Szekspirem czy Słowackim.
Wracając jednak do rzeczy samej, czyli „Prezydenty”, to trudno mi sobie, no może poza dwoma aktami dopisanymi do „Moralności pani Dulskiej” wyobrazić na scenie, przy czym mówiąc to, nie chcę zapeszać, tylko chyba stwierdzić, że po wielu złych doświadczeniach nie chce mi się już chodzić do teatru, by się przekonywać, jaki koszmar ktoś z tego wysmaży. A tak w spokoju mogę to sobie sama wizualizować i wczytać się w przekaz. Niby żartobliwy, ale tak w pierwszej odsłonie nie do końca, zwłaszcza w sekwencji, kiedy udręczone kobiety niby na zbiorowym seansie psychoterapeutycznym, opowiadają o domowej przemocy. Brzmi to wstrząsająco i autentycznie, bo w ogóle Samson ma najlepsze ucho do kobiecego głosu, epizody z samymi mężczyznami pobrzmiewają jakoś bardziej teatralnie (cokolwiek to dziś oznacza), a może po prostu nie chciałam ich przyjąć do wiadomości w całym groźnym absurdzie. Nie wsłuchuję się w kampanię, ale pewno wszelkie inne kampanie wyborcze znajdują tu jakieś odbicie, co również daje do myślenia. To rzadki przykład teatru zaangażowanego w najlepszym tego słowa znaczeniu. Mądrzejszego i ciekawszego formalnie niż nowela filmowa „Jezus na prezydenta”, gdzie zresztą kobiety sprowadzone zostały dosłownie do parteru. Nie chciałabym w ogóle o tym wspominać, lecz tylko dać znać o lekturach politycznych w rozpolitykowanym, gorącym okresie.
Comments
Leave a Reply