Podróż dookoła mojego pokoju
A właściwie: mojej sypialni (Voyage autor de ma chambre). Taki tytuł nosiła książka Xaviera de Maistre, o której w swojej z kolei książce „Sztuka podróżowania” wspomina Alain de Botton. Dodając, że francuski podróżnik nie ujechał w swojej wyprawie zbyt daleko, zatrzymawszy się gdzieś w okolicy sofy czy tam szafki nocnej. Sam Botton nawet nie próbował posunąć się dalej, gdyż jego sypialnia jest za mała. Ale sam pomysł, zainspirowany przez pascalowską z kolei myśl o tym, iż nieszczęścia człowieka biorą się stąd, iż nie potrafi wytrzymać sam ze sobą w pokoju, sympatyczny. Jeśli się go potraktuje jako alternatywę do wiecznego miotania się w poszukiwaniu czegoś z zewnątrz, co nas wybawi od samych siebie.
De Botton przypomina banalną skądinąd myśl, że gdziekolwiek się ruszamy i tak zabieramy tam siebie, więc jeśli uznać za cel wyzwolenie się od trosk czy przywar, to może warto pokusić się o chwilę skupienia i rozmowy ze sobą we własnym łóżku. Wyjdzie taniej. A jeśli już musimy gdzieś wyjść, to może zróbmy sobie spacer po własnej dzielnicy i spróbujmy popatrzeć na nią tak, jakbyśmy odwiedzali ją po raz pierwszy. Tu przypomniała mi się rada, jakiej młodszy z rabinów udzielił profesorowi Gopnikowi w najnowszym filmie „Braci Coen”: żeby spróbował spojrzeć inaczej na niby doskonale znany sobie parking. Pewno to bardziej inspirujące niż spojrzenie na poduszkę czy lampkę nocną, ale chodzi tylko o mechanizm. O wydobycie czegoś innego z tego, co oswojone do tego stopnia, że aż przezroczyste.
Comments
Leave a Reply